Sobota, 23 styczeń 2021                                 www.KatarzynaBujakiewicz.2Q.pl
 

   Menu główne
:: Strona główna

:: Filmografia
:: Wywiad

:: Galeria

:: Forum

   Reklama

Portal ślubny, ślub, wesele
Portal dla kobiet
Sennik


  

WYWIAD

wywiad dla stopklatka.pl

Katarzyna Bujakiewicz opowiada o handlu organami
Rozmawiał(a): Grzegorz Wojtowicz, 21 stycznia 2005


Katarzyna Bujakiewicz
Dlaczego filmy adresowane do szerszej widowni mają być z definicji obrzucane błotem? - zastanawia się Katarzyna Bujakiewicz. Od dzisiaj możecie oglądać tę aktorkę w filmie Jarosława Żamojdy "Rh +".

Grzegorz Wojtowicz:
Podczas konferencji prasowej filmu "Rh +" wygłosiłaś płomienną mowę, w której zaapelowałaś do krytyków żeby nieco łaskawiej traktowali polskie kino. To dość odważny postulat.

Katarzyna Bujakiewicz:
Wcale tak nie uważam, wydaje mi się, że recenzje powinny być pisane pod przeciętnego widza. Ta zmiana optyki doprowadzi z pewnością do zdecydowanego złagodzenia krytycznych tekstów. Proszę tylko żeby dać szansę polskiemu kinu, bo przecież nie wszystkie filmy, które powstają adresowane są do widza wyrobionego i nastawionego na głębokie przeżycia intelektualne. Dlaczego te adresowane do szerszej widowni mają być z definicji obrzucane błotem? Pamiętam jak po wejściu do kin filmu "Zróbmy sobie wnuka" odczułam dyskretny dystans ze strony kolegów po fachu i dziennikarzy. A przecież ja jestem aktorką i moja praca polega na graniu. W naszym kraju nie powstaje rocznie sto filmów żeby można było wybrzydzać. Kiedy otrzymuję jakąś propozycję, to raczej ją przyjmuję. Na szczęście gram sporo w teatrze i ten rodzaj swojej zawodowej aktywności mogę traktować jako swoistą odskocznię.

Jak trafiłaś do filmu "Rh +"?

To dość zabawna historia. Jarek nie powiedział mi tego nigdy wprost, ale wydaje mi się, że on bacznie mi się przyjrzał podczas imprezy po jednej z lokalnych premier "Starej baśni". Widok mnie tańczącej ostatecznie przekonał go do powierzenia mi roli Agaty. Myślę, że Jarek początkowo chciał zaangażować kogoś młodszego, ale nagle zobaczył, że ja mam wszystkie te cechy, które powinna mieć wymyślona przez niego bohaterka.

A obowiązkowe badanie krwi było?

Na szczęście nie. Myślę jednak, że przeszłabym ten etap weryfikacji pomyślnie, bo należę do grupy rh + (śmiech).

Grasz postać dziennikarki śledczej. Ten rodzaj dziennikarstwa cieszy się ostatnio w naszym kraju sporą popularnością. Czy po przeczytaniu scenariusza nie próbowałaś podpowiedzieć reżyserowi, że może warto byłoby nieco rozbudować tę postać?

Nie widziałam takiego powodu. Agata nie jest przecież główną bohaterką tej opowieści. Moja postać wprawdzie napędza akcję, ale sposób w jaki to robi nie jest taki ważny.

Jak wspominasz atmosferę na planie?

Było naprawdę cudownie. Prywatnie bardzo przyjaźnię się z Anią Przybylską. Dodatkowo bardzo zakolegowaliśmy się z Michałem Figurskim. Jarek znakomicie nas dobrał. Wyczuł, że mamy podobną wrażliwość, poczucie humoru oraz zdrowy dystans do tego co robimy. Dzięki temu w scenach imprezowych nie musieliśmy aż tak bardzo się aktorsko wysilać. To wszystko wyszło naturalnie. Choć przyznam, że jak na osiem godzin tańczenia w klubie, to te kilka sekund, które weszło do filmu w jednej z początkowych scen, nie za bardzo mnie satysfakcjonuje (śmiech).

Film "Rh +", którego głównym tematem jest nielegalny handel organami, ostrzega między innymi przed tak zwaną "pigułką gwałtu". Czy chcieliście w ten sposób nagłośnić ten problem wśród bywalców klubów?

Zdecydowanie tak. Nigdy nie miałam kontaktu z narkotykami i szczerze mówiąc nie wiedziałam, że istnieją takie środki jak "pigułka gwałtu", która dosypana podstępnie do drinka powoduje, że przez jakiś czas kompletnie nie wiesz, co się z tobą dzieje. Moja przyjaciółka, która jest psychiatrą opowiedziała mi o kilku mrożących krew w żyłach przypadkach z użyciem takiego środka. Trzeba się naprawdę pilnować.

W filmie jest sporo product placementu. Czy w trakcie zdjęć byliście instruowani jak macie grać żeby lokowane produkty zostały odpowiednio wyeksponowane?

Nie otrzymywaliśmy takich wskazówek. Te wszystkie produkty były naturalnym otoczeniem scenerii w której rozgrywała się akcja filmu. Oczywiście, w niektórych sytuacjach obecność pewnych marek była niezbyt subtelna, ale zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. Product placement, to po prostu jedno ze źródeł finansowania produkcji filmowej. Gdyby jeszcze tylko ci, którzy na taką formę promocji się zgadzają, mieli świadomość, że siła lokowania polega na jego dyskrecji.

W jakim kolejnym filmie będziemy mogli cię zobaczyć?

Na razie jeszcze nie wiem. W Polsce najczęściej scenariusze dostaje się na miesiąc przed rozpoczęciem zdjęć lub nawet na pół miesiąca przed pierwszym klapsem. W Stanach Zjednoczonych aktorzy przez pół roku trenują, próbują, zastanawiają się. Polscy aktorzy zwykle nie mają takiego komfortu. Na plan wchodzą często z marszu.





  
   Reklama

Copyright © 2Q.pl 2005 r. Wszystkie prawa zastrzeżone.


Linki sponsorowane: Iwona Młyńska Dentafem